Przydomowa wędzarnia od Pana Kornika

wedzarnia-olcha-pan-kornik

Plan był trochę inny, bo wędzarnię miałem w tym roku zrobić sam, konkretnie tzw. „kibelek”. Dół murowany z cegieł, jakieś 90×90 cm i bezpośrednio na nim drewniana buda, być może izolowana. Zdarzyło się jednak, że wędzarnię w międzyczasie dostałem. Model z Pana Kornika, palenisko osobno, palenisko powiększone. Do tego dwuelementowa rura, konstrukcja metalowa i buda z olchy, z otwieranym dachem.

Pierwsze wędzenie w planie za 2 dni, mięso już się pekluje. Specjaliści bardziej polecają wspomniane wyżej „kibelki”, ale z drugiej strony wędzarnia z dłuższym kanałem, czy to ziemnym, czy rurowym, zakończona drewnianą budą, czy też zwykłą beczką, to chyba najbardziej tradycyjne urządzenie do wędzenie.

Tak wygląda wnętrze po otwarciu dachu:

Sprzęt jest w dużej mierze rozbieralny i praktycznie gotowy do użytku. Nabywca dokręca cztery ozdobne skośne listewki przy dachu i zawiasy do uchylania dachu. Na wyposażeniu są haki do wędzenia, listewki do haków i kawałek blachy jako deflektor (widać na dnie). Podłoga wędzarni blaszana.

Letnia kuchnia ogrodowa

Plan na ten rok był trochę inny, bo myślę o letniej kuchni, czy też zakątku rekreacyjno-kulinarnym. Niedaleko domu, pod leszczyną, w miejscu otoczonym krzewami dzikiej róży, głogu i rokitnika (dopiero nasadzone), będzie można usiąść i przyszykować jedzenie. Myślałem o wędzarni (już jest, w innej niż pierwotnie planowana formie), o stałym murowanym grillu, o piecu do pizzy i chleba, w końcu o jakiejś kuchence, gdzie można by ugotować bez prądu i gazu wodę, zupę, gulasz, czy cokolwiek. Z jednej strony – bo pierwotnie i fajnie. Z drugiej bo tanio. Z trzeciej – jakby prądu i gazu zabrakło, a było co gotować.

Nie mam jeszcze w głowie formy, ale myślę o czymś… śmiałym. Wymyślnym, ale jednocześnie żeby nie było zbyt pracochłonne. Co wyjdzie – czas pokaże. Tymczasem skupię się na wędzeniu, zobaczymy co wyjdzie.